Zapach żywicznego…

… utwardzacza towarzyszył mi przez cały ubiegły tydzień,  sporo pomalowałem:

  •  pokład epoksydem HB Epifanes’a – już jest „na gotowo” trzy razy – teraz czeka na Flexiteek.
  • Pomalowałem prawie 70% zęzy. Zatrzymałem się, bo musiałem
  • domalować podkładem zbiorniki w kilach – a konkretnie ich flansze. Zbiorniki docelowo będą pomalowane farbą zęzową, ale muszą najpierw dobrze wyschnąć.
  • pomalowałem kokpit kolejną (przedostatnią) warstwą podkładówki
  • pomalowałem schowki i bakisty

ale najważniejszym źródłem zapachów były przemysłowe żywice EPY i Chockfast Black, które posłużyły mi do osadzenia pochwy wału oraz zalania skegu wewnątrz w celu upewnienia się do do jego całkowitej szczelności.

Najwięcej zabawy miałem z pochwą wału. Żywica EPY jest dość gęsta a ja musiałem ją wlać, a raczej wtłoczyć w przestrzeń miedzy dwiema rurami zewnętrzną i wewnętrzną, w szczelinę szerokości 10mm i długości metra.

Kombinowaliśmy z Leszkiem jak o zrobić, aż w końcu Leszek wpadł na pomysł by wykorzystać pojemnik powodzie destylowanej z zamocowanym wężykiem i ściskając go wtłoczyć żywicę na miejsce docelowe.

Tak też zrobiłem…

… ale…,

zalewałem wszystko sam, a żywica EPY ma czas życia po rozmieszaniu 20 minut. Ponieważ jest bardzo droga – dwa litry kosztowały 551 złotych nie chciałem jej zmarnować. Po drugie, gdybym zalał źle, to kiszka była by maksymalna, bo nie wiem jak bym to potem wydłubał – szlag by trafił rurę wewnętrzną z laminatu – też nie tanią.

Więc rozpoczęła się walka z czasem. Po około 5 minutach zdałem sobie sprawę, że rękami nie dam rady wycisnąć tej żywicy z butli. Wyskoczyłem z łódki jak oparzony i pognałem szukać czegoś do użycia. Koniec końców znalazłem dwie pasujące grube blachy oraz wziąłem z warsztatu dwa potężne ściski ślusarskie tzw. C-Clamp’y. To mi zajęło 3-4 minuty. Potem zacząłem to zakładać na butlę z żywicą i po następnych 2 minutach byłem gotowy do wyciskania. Możecie zapytać skąd wiedziałem, że dwa litry wystarczą – oczywiście obliczyłem z prostego wzoru na powierzchnię pierścienia wymnożoną  przez długość rury (w zasadzie to jest wzór na objętość rury) zadanie z egzaminu gimnazjalnego – tak sądzę.

Wyciskanie poszło jak z płatka – naprzemienne dokręcanie ścisków, i po chwili butla była pusta, a górą rury zewnętrznej wypłynęło odrobinę żywicy. Na fotkach możecie zobaczyć tę przebiegłą konstrukcję.

Zalałem też skeg – ale tu odbyło się bez sensacji, proste rozrabianie żywicy i wlewanie przez otwór na górze skegu. Rozrabianie było dość ciężkie. Używałem do tego celu dobrze naładowanej wkrętarki Makita z mieszadłem, bo Chockfast Black zawiera jakiś mineralny wypełniacz i wszystko było bardzo, bardzo gęste. Oczywiście nie pachniało toto najpiękniej. Po zalaniu zmierzyłem patykiem poziom żywicy w skegu – potrzebowałem 21cm było 23cm – super.

Po południu przyjechał Marek – marek jest stolarzem i być może da się namówić na to, że będzie mi pomagał przy meblach. Skoro już przyjechał to zagoniłem go do roboty :-), Marek założył uszczelki i przykręcił pokrywy nad przednimi częściami kilów – tymi z ołowiem.

Ja pomalowałem podkładówką wnętrza bakist, schowków i kokpit. Malowanie bakisty z dyńką wewnątrz bakisty, to było chyba za dużo dla mojego organizmu. Całą sobotę i niedzielę czułem się niefajnie, łeb mnie napier… i do tego mdliło mnie. Tak wiem, wiem powinienem używać maski – nawet mam maskę – ale to jest kurde strasznie niewygodne. Ale może to choroba morska ?

Zostawiłem wszystko do schnięcia i do domku. Jutro od nowa…

No i malutki drobiażdżek – zamówiłem silnik: będzie najdalej za sześć tygodni.

fotki: http://www.ciunczyk.com/slawek/Fayka/ (strona trzydziesta dziewiąta)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gotowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *