Magiczny klej…

Od jakiegoś czasu chciałem napisać o kleju, którego używam do klejenia drewna na jachcie. Mówię tu o kleju poliuretanowym spieniającym w klasie D4 – Soudal 66A http://www.soudal.pl/kleje/item/402-wodoodporny-poliuretanowy-klej-do-drewna-66a.

Jak dla mnie jest to produkt z gatunku magicznych…

Od razu się tłumaczę – Sudal nic mi z to nie płaci 🙁 Piszę, bo może komuś się ta wiedza przyda. Oczywiście Soudal nie jest jedyny, są też inne jak choćby Tytan PB-350 , ale bardziej chodzi mi o ideę, zresztą znam tylko Soudala.

Zużyliśmy go z Markiem już prawie dziesięć litrów i za każdym razem, gdy używam tego kleju jestem zafascynowany tą nowoczesną technologią. W dzisiejszych czasach mamy tendencję do zachwycania się gadżetami elektronicznymi, mechanicznym, a współczesna chemia pozostaje trochę w cieniu. A przecież postęp w chemii dokonuje się przeogromny. Choćby plastiki, ABS, włókna węglowe, włókna aramidowe, żywice, epoksydy, poliestry, poliuretany, monouretany itd. itd.

Co jednak takiego magicznego jest w kleju 66A?

Wszystko!

Po pierwsze łatwość aplikacji. Klej o konsystencji miodu nanosimy ma jedną stronę drewnianego elementu. Element powinien być w miarę odkurzony, ale bez przesady. Nie musi też być suchy. Możemy delikatnie rozsmarować w miarę równą – cienką warstwą – choć nie musimy. Następnie dociskamy klejone elementy do siebie. Można o zrobić ściskami, taśmami, czymkolwiek. Po chwili klej pod wpływem wilgoci zawartej w powietrzu staje się bardzo rzadki i wnika w strukturę drewna. Z moich doświadczeń penetruje nawet na 2 milimetry w głąb drewna. Oczywiście to zależy od gatunku. Przy oklejaniu krawędzi sklejek obłogami (grube forniry – 1.5mm z twardego Sapeli) miejscami przecieka na wylot tych obłogów. Ten proces trwa kilka minut – w tym czasie klej wycieka i trzeba uważać, by nie poplamić wszystkiego wokół.
Uwaga – rękawiczki konieczne, w przeciwnym wypadku paluchy będą czarne przez dwa dni – klej plus przyklejony od niego kurz.
Po kolejnej chwili klej zaczyna się spieniać i penetruje wszystkie szczeliny, dokładnie je wypełniając. Po około godzinie klej jest już twardawy, ale jeszcze dość miękki, by łatwo usunąć wycieknięty nadmiar – najlepiej to robić dłutem lub nożem. Po dwóch- trzech godzinach można zdjąć ściski i delikatnie obrabiać elementy. Po dwunastu godzinach klej trzyma „na amen”. „Na amen” oznacza, że próby rozerwania złączonych elementów kończą się wyrwaniem drewna „z mięsem” przykłady macie na fotce:

http://www.ciunczyk.com/slawek/Fayka/slides/Fayka-1120.jpg oraz http://www.ciunczyk.com/slawek/Fayka/slides/Fayka-1121.jpg.

To była przyklejona krawędź klapy w stole nawigacyjnym. Zapomniałem i przykręciłem ją ściskami do blatu roboczego w kuchni nie dając folii pomiędzy. Klej przeciekł przez obłóg i tak się skleiło, że przy rozrywaniu wyrwałem sklejkę z blatu. Spoina jest mocniejsza od drewna i kleju używanego do produkcji sklejki.

Po drugie klej ma najwyższą klasę wodoodporności – D4 – co oznacza, że może być stosowany na zewnątrz.

Po trzecie mimo swojej ceny – litr kosztuje w markecie stówę, na Alledrogo 60pln (w buteleczkach 250 ml – po 15pln) – to klejenie wychodzi w miarę tanio – jest bardzo wydajny.

Po czwarte – jeżeli nawet widać spoinę – to bez problemu można ją malować.

Po piąte – zaschnięty na kamień klej też można usuwać, ale trzeba to robić delikatnie, skrobakiem i papierem ściernym.

Po szóste – nie odbarwia/zabarwia drewna.

Po siódme – czas aplikacji – generalnie mamy co najmniej 15-20 minut na ustawianie przypasowywanie, można elementy rozłączać, złączać – nie goni czas jak przy „kropelce”

Ma też pewne wady: Poliuretany generalnie nie są zbyt „eko” – ale tylko do momentu wyschnięcia, potem są obojętne, trochę śmierdzi – jak to poliuretany, przy nieostrożnej aplikacji można mieć nim ubabrane wszystko. Dla ubrań to game over. Nie schodzi. Podobnie włosy – tylko obciąć. Ale dla mnie o ryba, bo jestem łysy 😉

Więc jeśli, kiedyś dostaniecie rozkaz sklejenia półki, to już wiecie jaki klej wybrać.

W tym tygodniu trwało intensywne wykorzystywanie kleju Soudal i Sikaflex 🙂

Marek usztywniał podłogę w kabinie rufowej, dociął sklejki na szafki pod stanowiskiem nawigacyjnym, oszlifował fronty do szafek, pomalował trochę elementów. Ja z kolei, dokończyłem klapę do stanowiska nawigacyjnego, zamontowałem zawiasy, przykleiłem tylną ściankę ozdobną, oszlifowałem i skleiłem szafkę na kubeczki, wkleiłem szafki pod stanowiskiem nawigacyjnym. Odebrałem też wygiętą szynę do szotów foka silnowiatrowego i przymocowałem ją. Założyłem wózki i przygotowałem do montażu elementów końcowych, założyłem bloczki.

W ramach marinowego lansu, pochwaliłem się sąsiadowi z naprzeciwka, jaki piękny sekstant Cassens and Plath dostałem w prezencie od pracowników moje byłej firmy na odchodne. Jeszcze tylko nauczę się go używać.

Dopisek: Darek nakręcił film z pierwszego pływania na żaglach. Wrzuciłem go na YouTube tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=c-FRNHTI0XM

Fotki – znajdziecie tam gdzie zawsze:

http://www.ciunczyk.com/slawek/Fayka/ (strona siedemdziesiąta piąta i dalej)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gotowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Magiczny klej…

  1. raru pisze:

    Witam! Już kolejny miesiąc czytam, że ktoś oszlifował fronty szafek 🙂 Sławek, mi wychodzi, że czego, jak czego ale na Fayce szafek z frontami nie zabraknie 🙂 Ale co zrobić wykańczanie jest wykańczające. Pozdrawiam serdecznie!

  2. Slawek pisze:

    Hi hi masz rację Rafale, na Fayce są łącznie dwadzieścia cztery fronty do szafek, szaf, szuflad… Staram się trzymać fason, ale jestem już trochę zmęczony.
    Pozdrawiam goraco
    Sławek

  3. JB pisze:

    Cześć, znalazłem wpis i znam już ten klej, potwierdzam, jest super.
    co prawda używam od niedawna i mam problem z narzędziami po klejeniu.
    miałem rozpuszczalnik ftalowy którym myłem pędzle ufajdane tym klejem i było ok dopóki rozpuszczalnik się nie skończył. teraz próbuję czyścić narzędzia innymi rozpuszczalnikami/rozcieńczalnikami ale bez skutku. Czym myjesz? ftalowego nigdzie nie mogę kupić.

  4. Slawek pisze:

    Wcale nie myję hi hi hi, staram się bardzo nic nie ufajdać, używać jednorazowych drewnianych szpatułek, a jeśli już np szpachelkę to plastikowe i po zaschnięciu klej odpada sam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *