Budowanie czas zacząć…

Budowanie czas zacząć. Sławek świtem rusza,
Ku stoczni już śpiewa wytęskniona dusza,
I wąsa podkręcając, do auta pakuje,
Elektrody, narzędzia, nic mu nie zbrakuje….

Tak tak kochani żyję, projekt nie został porzucony. A kadłub Fayki nie dołączy na razie do stada rdzewiejących po kraju pomników słomianego zapału. Sam widziałem ze trzy takie.

Troszkę się działo, bo i nartki były w tym roku bardzo fajne, a potem zaraz wyskoczyliśmy z koleżanką i kolegami na małą (prawie miesięczną) przejażdżkę do Ameryki Południowej. Tam niewielki epizod żeglarski z opłynięciem Hornu, i blisko dwa tygodnie we fiordach Ziemi Ognistej (choć ja uwielbiam nazwę Tierra Del Fuego). Potem chwilka w boskim Buenos, wodospady Iguassu, gorące Rio. Wprawdzie tam zaczęła się jesień i temperatury spadły więc o 17-tej na Copacobana było tylko 34C. Ale już kończę, bo przecież to nie o podróżach jest ten blog.

Fotki z tej wyprawy znajdziecie tutaj: http://www.ciunczyk.com/slawek/horn/ (polecam panoramy).

Wracając do meritum. Ponieważ troszkę zmieniły mi się uwarunkowania zawodowe, mam teraz nieco więcej czasu. Już w piątek raniutko pobudka, pakowanie i wyjazd. Liczyłem wprawdzie na to, że Panowie z Zakładu Żarna wyrobią się z przygotowaniem dla mnie drabinki zejściowej, ale nie udało się. Moja wina: za słabo męczyłem 🙂

W planie miałem pracę nad urządzeniem sterowym – konkretnie jego mocowaniem do jachtu. Jak wiecie wytrzymałość to u mnie „number one”. Niestety może nie ma się czym chwalić, ale w swojej żeglarskiej karierze przywaliłem kilka razy w kamulec (ach te Alandy). Odpadnięcie steru to ostatnia frajda jakiej chciałbym doświadczyć. W czasie, gdy ja orałem alpejskie stoki panowie z Zakładu Żarna wypalili mi dodatkowe elementy mocujące gniazdo łożyska wału steru. Wszystko z blaszki 18mm. Stópka, oraz żebra wzmacniające. Oszlifowałem to wszystko, sfazowałem – bo spawanie blaszki 18mm to jest ciekawsza zabawa. Umocowałem wszystko, spasowałem i Leszek wstępnie zespawał tę konstrukcję. Ze spawaniem „na gotowo” musimy poczekać na bardziej sprzyjającą aurę. Niestety w piątek lało, mżyło, zacinało, kapało. Temperaturka osiągała aż 6 stopni. To wszystko nic. Najlepsze to, że cholernie wiało, tak z 30-40 węzłów. A przy takim wietrze nie da się spawać migomatem, bo wiatr wydmuchuje cały gaz osłonowy i ze spawania wychodzi kiszka.

Jako, że pracować na dworze już się nie dawało, zabrałem się w warsztacie do naprawiania mojej odśnieżarki. Dwa lata temu kupiłem sobie fajną elektryczną odśnieżarkę, ale niestety chińskie dzieci nie spawają tak dobrze jak ja i wirnik popękał. Rozmontowałem go i Leszek pospawał mi go, dorobiłem też dodatkowe wzmocnienie, więc teraz jest ze trzy razy wytrzymalsze niż było w sklepie. Pomalowałem lakierem antykorozyjnym, zmonitowałem i fajrant.

Leszek obiecał pospawać mocowanie łożyska steru jak się wiatr uspokoi. Około 17 zakończyłem zajęcia. Na chwilkę wpadł Józek, więc na rozgrzewkę Leszek wyciągnął z piwniczki flaszeczkę naleweczki malinowej – oczywiście tylko dla zdrowotności.

W sobotę rano wstałem parę minut po szóstej. Naleweczka naprawdę była tylko dla zdrowotności. Na dworze upał wyraźnie zelżał, było nieco ponad DWA stopnie Celsjusza. Dobrze, że chociaż PLUS. Za to wiaterek wzmógł się. No i deszczyk kropił poziomo. Cóż nie jestem tu dla przyjemności – robić trza. Ubrałem się ciepło, gorąca kawka i do roboty.

Przy pomocy dźwigni, linek, ścisków umocowałem całe urządzenie w miejscu docelowym. Jak pamiętacie całość waży ok 80kg więc jest co szarpać, a niestety kręgosłup już nie ten co dawniej.

Po umocowaniu, na chwilkę do domku – gorąca herbatka, kanapeczka. W tym czasie przestało padać. Odrysowałem, co gdzie powiercić, gdzie powycinać – zdjąłem urządzenie i nareszcie znów mogłem poszaleć ze szlifierką kątową – a nawet dwoma. Sześć małych i dwie duże tarcze później, otwory były wycięte. Z powrotem założyłem urządzenie, naniosłem poprawki, zdjąłem urządzenie, dociąłem to co trzeba, założyłem urządzenie, sprawdziłem ponownie, zdjąłem urządzenie, pospawałem krawędzie otworu w pawęży, oszlifowałem je, pomalowałem farbą antykorozyjną. W samą porę, bo Jola zawołała na obiad. Była moja ulubiona czarnina z kaczki.

Po obiadku farba wyschła, więc założyłem urządzenie i skręciłem całość. Wszystko fajnie pasuje, obraca się w miarę lekko. Jeszcze dodatkowo użebruję pawęż, by całość była maksymalnie wzmocniona. Ale to już w następnym tygodniu.

Porobiłem fotki, pomierzyłem wszystko – bo urządzenie muszę znowu zdemontować i zawieść do Zakładu Żarna, by zbudować na nim płetwę sterową i lotkę trymera samosteru.

Zamówiłem też już pochwę walu śruby, sam wał oraz AquaDrive, więc cała rufa zbliża się powoli do końca.

Szczegóły odnajdziecie jak zwykle na fotkach.

fotki: http://www.ciunczyk.com/slawek/Fayka/ (strona dwudziesta pierwsza)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gotowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Budowanie czas zacząć…

  1. Linda pisze:

    I was seirsuoly at DefCon 5 until I saw this post.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *