Fayka2016.BigTrip – etap trzeci

Etap trzeci wyszedł trochę przypadkiem. Planowaliśmy śmignąć od razu na Szetlandy startując z Bergen – bez zatrzymanki. Ale prognoza pogody ściągnięta z Internetu nie zachęcała do wycieczek jachtowych po Morzu Północnym. Mówiąc wprost końcówka sztormu nawalała jeszcze grubo z zachodu i pchanie się pod wiatr i pod falę było zupełnie bez sensu. Tym bardziej, że od wtorku miało być już cudnie, lekki przyjemny wiaterek ok dwadzieścia parę węzłów z północy do północnego wschodu.

Darek i Rafał do tej pory nie mieli okazji pływać we fiordach, a Bergen już mieliśmy obejrzane w prawo i w lewo, z góry na dół. Po krótkim tentegowaniu w głowie i sprawdzeniu mapy zapadła decyzja: Nie ma co siedzieć w Bergen i czekać na poprawę pogody – jedziemy na krótką wycieczkę dookoła wyspy Osterøy.

Sklarowaliśmy łódkę i o 18:45 oddaliśmy cumy. Po drodze postanowiliśmy jeszcze, że warto zatankować. Podpłynęliśmy do „tankszteli”, ok pół mili od mariny naprzeciw słynnych kolorowych domków z Bergen. A tu ooooops niespodzianka – do tankowania kolejka. No to kręcimy sobie powoli kółeczka w oczekiwaniu na naszą kolej. Tych kółeczek nakręciliśmy wielkie mnóstwo – co widać na załączonym obrazku.

Przy dystrybutorze okazało się skąd tak kolejka – to była stacja dedykowana do łodzi i jachtów ze specjalną ceną paliwa. Trzeba spełniać kilka kryteriów by tam legalnie tankować paliwo, dla jachtów to długość >=12 m – Fayka oczywiście się załapała. Cena była zabójcza coś około 3,7pln za litr – więc zatankowaliśmy prawie do pełna – 600 litrów.

Zatankowani, zadowoleni ruszyliśmy w drogę.

Trochę na żagielkach trochę na motorku, płynęliśmy sobie spokojnie osłonięci od wiatru po płaskim morzu. W zasadzie działo się nic 😉

Po dwudziestu pięciu milach, o godzinie 1:25 „w nocy” zacumowaliśmy w mikro marince Ulness. Jak już zdążyłem się przyzwyczaić do skandynawskich standardów, problemem nie było znalezienie odpowiednio długiego miejsca, ale odpowiednio szerokiego. Trochę pocudowaliśmy i postawiliśmy Faykę bezpiecznie w Y-bomach.

Coś zjedliśmy, coś wypiliśmy i lulu.

Rano nigdzie się nam nie spieszyło więc trochę pospaliśmy, pozwiedzaliśmy najbliższą okolicę, zjedliśmy wczesny obiadek i o 13:25 wyruszyliśmy dalej. Najpierw płynęliśmy na CodeZero, potem wiaterek troszkę się wzmógł – nic agresywnego lekko ponad 20 węzłów. Ale mam zasadę, że CodeZero używam tylko =<20knt. Więc CodeZero został zrolowany, a postawiona Genua.

Nic nie zapowiadało nadchodzącej przygody…

Po przepłynięciu około 10 mil tuż przed „mosteczkiem” łączącym wyspę Osterøy ze stałym lądem (mosteczek ma 56m wysokości) z góry spadł nagle podmuch wiatru o sile ponad 40 węzłów. Za sterem stał Rafał. Nic by się nie działo, gdyby wiatr nie odnalazł w zrolowanym CodeZero jakiejś kieszonki w którą wślizgnął się i momentalnie wydmuchał balon z żagla. Cienki dakron CodeZero nie wytrzymał tego i oderwał się cały bryt po liku wolnym. Rafał nie stracił zimnej krwi i sterował na wiatr tak by części CodeZero spadały na pokład. Darek rzucił się do związywania i mocowania krawatami i szotami do relingu łopoczącego żagla. Ja w tym czasie luzowałem fał CodeZero. Zabawa była o tyle wesoła, że było wąsko i dość szybko zbliżaliśmy się do przeciwległego brzegu fiordu. Wiatr nawalał żagle tłukły, Rafał próbował ocalić jacht, a my z Darkiem ocalić jak najwięcej z CodeZero.

I praktycznie w momencie, gdy ogarnęliśmy wszystko – ten nagły podmuch skończył się tak gwałtownie jak się zaczął.

Zrobiliśmy zwrot i popłynęliśmy pod mostek. Na obrazku możecie zobaczyć ten zygzak w okolicy Bukkstein. Gdy znaleźliśmy się za zakrętek wiatr się skończył – wyspa wszystko zasłaniała. Odpaliliśmy motorek i sprzątnęliśmy żagle. CodeZero poszedł do worka, a ja zacząłem się zastanawiać jak go naprawić, a raczej jak go dostarczyć do Sail Service.

Tego dnia zrobiliśmy łącznie 37 mil i o 21:20 zacumowaliśmy w prywatnej marinie Litlebergen.

Po kolacji, Rafał postanowił być twardy i uzbroiwszy wędkę zasadził się na jakieś morskie potwory. Trochę z Darkiem szydziliśmy, ale szybko zrzedły nam miny, gdy po chwili Rafałek wyciągnął całkiem pokaźną rybę. Nie mam pojęcia co to była za ryba, ale zgodnie uznaliśmy, że na 100% jest jadalna. Rybka została sprawnie wypatroszona i schowana do lodówki. Bo byliśmy już po kolacji.

Zwilżyliśmy nieco gardła i poszliśmy grzecznie spać.

Na tym etap trzeci dobiegł końca.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gotowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Fayka2016.BigTrip – etap trzeci

  1. LR pisze:

    Kolejna interesująca przygoda,
    ciekawie opowiedziana ..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *