Jak będzie gotowe to się dowiesz…

Jeszcze w czasie podróży z Petersburga próbowałem ustalić jakiś scenariusz naprawy kuchni. Bez możliwości gotowania na jachcie żyje się nieco mniej komfortowo niż przywykłem, nawet mając plazmę. Tym bardziej, że w perspektywie był zaraz rejsik DKJ z Darią Karolem i Jerzykiem – naszym malutkim wnuczkiem. Bez kuchni – ani rusz.

Oficjalnym dystrybutorem Wallas na Polskę jest firma MarcoMarine ze Szczecina.

Ja jednak w ramach kompleksowej obsługi dostaw zakupiłem ją w innej firmie. A ta firma nie korzysta z oficjalnej sieci dystrybucji, tylko zaopatruje się u Lindemann’a.  Podobno z typowymi produktami nie ma najmniejszego problemu, bo Lindemann jest na tyle duży, że może dać na wymianę nowe elementy i cały proces trwa parę dni.

Ale…

Kuchenka Wallas z piekarnikiem i wyposażeniem, to jednak nie jest typowy produkt. Do tego kosztuje około szesnastu tysięcy złotych. Oczywiście nie było kuchni na wymianę pod ręką. W takim wypadku sprzęt musi pojechać do serwisu Lindemann do Niemiec. Robi go dla nich jakiś podwykonawca.

Umówiliśmy się z moim dostawcą, podjechał do mariny dostawczakiem, ja wymontowałem kuchnię, zapakowaliśmy ją i została wysłana spedycją do Bremen. Kuchenka wyjechała 25 czerwca, a w piątek 26-tego była już w serwisie. Do tego przygotowałem dokładny opis instalacji i problemu, by serwis mógł łatwiej dowiedzieć się co i jak. A wyglądał on następująco (w tłumaczeniu):

  1. Urządzenie jest podłączone do zbiornika rozchodowego.
  2. Instalacja jest wykonana rurkami miedzianymi o średnicy zewnętrznej 10mm.
  3. Zbiornik rozchodowy znajduje się w odległości 3m od kuchni, 0.5m powyżej.
  4. Zbiornik rozchodowy posiada prawidłowe odpowietrzenie.
  5. Na lini paliwowej jest zainstalowana pompka napełniająca (typu gruszka jak w silnikach zaburtowych)
  6. Cale urządzenie (kuchnia i piekarnik) pracowało doskonale przez trzy tygodnie
  7. Teraz piekarnik pracuje.
  8. Kuchenka nie pracuje.
  9. Gdy zostanie ręcznie napompowana, kuchenka startuje, ale po paru minutach przestaje i obie diody zaczynają błyskać.
  10. W tym momencie kuchenka bardzo dymi z rury wydechowej.
  11. Nie słychać charakterystycznego cykania gdy kuchenka jest włączona (jak było wcześniej).
  12. Wygląda to na problem zasilania w paliwo – zepsuta pompa lub coś podobnego.
  13. Pojawiły się małe wycieki paliwa (pojedyncze krople) pod kuchenką na górnej płycie piekarnika.

Po paru dniach zacząłem męczyć o jakąkolwiek informację. Czwartego lipca dostałem odpowiedź na mój opis. Wynikało z niego, że instalacja jest wykonana nieprawidłowo. Rurki zasilające mogą mieć średnicę wewnętrzną nie większą niż 1.9-2 mm. Pobór paliwa w urządzeniach tego rodzaju – kuchnie, piekarniki, ogrzewania, nagrzewnice (jak choćby  Webasto) prawie zawsze opiera się na zjawisku kapilarnym i rurki muszą być cieniutkie. Grube rurki przy zbiorniku położonym powyżej powodują nieustanne zalewanie kuchni paliwem. W takiej instalacji konieczne jest też zamontowanie elektrozaworu przy zbiorniku. Odcina on dopływ paliwa w momencie wyłączenia kuchni. Elektrozawór zabezpiecza system przed wylaniem paliwa wskutek zjawiska lewarowania hydraulicznego przy uszkodzeniu wężyka lub zaworu w kuchni. Sytuację dodatkowo pogarszał fakt zamocowania pompki. Kuchenka została wręcz zamęczona nadmiarem paliwa. Ponieważ kuchnia jest dość odporna, wytrzymała trzy tygodnie, a potem padła. Piekarnik ponieważ był używany mniej intensywnie jeszcze nie padł.

Zatem Wysoki Sądzie… winny jest – Sławek!

Napisałem, że trudno proszę w takim razie o naprawę na mój koszt.

Po tygodniu czekania napisałem kolejnego maila z pytaniem, kiedy będzie znana diagnoza uszkodzeń w kuchence, potem kolejnego i kolejnego. Biedny sprzedawca przesyłał te maile pomiędzy mną a serwisem. Zero odpowiedzi. Gdy zapytałem zdecydowanie o termin postawienia diagnozy, nawet nie śmiałem pytać o termin naprawy, dostałem odpowiedź jak w tytule: „Jak będzie gotowe to się dowiesz.” Punto, finito. Było to 16-tego lipca. Równo trzy tygodnie od wysłania kuchenki do serwisu. A nawet do niej nie zajrzeli.

Trafił mnie jasny szlag.

Było to już w trakcie rejsu po zatoce z DKJ. Ratowaliśmy się kupioną w EURO RTV elektryczną kuchenką. Została na Fayce jako backup.

Zażądałem, by natychmiast odesłano do mnie kuchenkę. Odesłali i skasowali mojego dostawcę 160 EUR za transport i pracę pana serwisanta (sic.) Może to tak buduje się siłę niemieckiej gospodarki? Żeby było jasne nie mam pretensji do sprzedawcy (jako osoby), bo obsługa z jego strony jest wzorowa. Ale gdzieś szwankuje współpraca posprzedażna i serwisowa. I opisuję to, nie po to by odstręczać kogokolwiek od zakupów w tej firmie tylko dla informacji jakie problemy mogą się pojawić. A może właściciele lub zarząd to przeczytają i wyciągną wnioski?

W międzyczasie nawiązałem kontakt z MarcoMarine i próbowałem ustalić, co mogło się stać. Kompetentny i sympatyczny pan powiedział, że prawie na sto procent kuchenka jest zalana i zafajdana sadzą. Powiedział, że naprawa jest prosta i nawet producent zachęca użytkowników, by sami umieli zrobić podstawowy serwis. To się rzadko zdarza u producentów. Myśląc o dalekich podróżach doszedłem do wniosku, że muszę umieć zrobić taki serwis. Pan to potwierdził. Wyjaśnił mi, że kuchenka ma trzy, cztery części, które się zużywają. Ale to dopiero po dwóch, trzech tysiącach godzin pracy – czyli po dwóch, trzech latach. Zaczął mnie namawiać bym sam to rozebrał. Ponieważ kuchenka i tak była wymontowana, spytałem, czy nie mógłbym podjechać z nią do ich serwisu i tam asystować przy naprawie. Zapłaciłbym za naprawę, części i szkolenie. Pan się zgodził. Ustaliliśmy termin na 24 lipca.

Raniutko 24-tego zapakowałem kuchenkę do Wiesi auta (moje było używane przez DKJ) i wyruszyłem „aleją radarów” z Gdańska do Szczecina. Na drodze tam i z powrotem złapałem tylko jedną fotkę i to zaledwie na dwie stówy.

O jedenastej byłem przed biurem MarcoMarine.

Kuchenka wylądowała na stole. Pan zaczął ją rozkręcać, a ja obserwować. Uwielbiam takie sytuacje, gdy coś rozkręcamy i nie wiemy, że wystarczy włożyć od spodu w małą dziureczkę spinacz biurowy i obudowa się otworzy. My zaś przez godzinę wykręcamy wszystkie śrubki i odłamujemy plastikowe zaczepy, bo zabraliśmy się od „d..y strony”. To samo było z kuchnią. Wystarczyło położyć ją do góry nogami i był wygodny dostęp do wszystkiego 😉

Kuchnia Wallasa (piekarnik i ogrzewanie też) używają jednakowego we urządzeniach systemu spalania paliwa. Palnik jest prosty jak budowa cepa. Na dnie okrągłej puszki stalowej (nierdzewnej) o średnicy kubeczka (ok 8cm) i wysokości 4cm, znajduje się dopasowany krążek z maty szklanej. Ten krążek jest przyczepiony sprytną sprężynka z drutu, by nie fruwał. Z boku puszki znajdują się cztery elementy – wtryskiwacz (w formie chamskiej cieniutkiej stalowej rureczki), świeca żarowa, iskrownik oraz czujnik temperatury. Z wtryskiwacza pojedynczymi kroplami paliwo jest „psikane” na matę szklaną. Z tej maty odparowuje i spala się wewnątrz puszki. Wentylatorek odprowadza ciepło i spaliny po płycie i do rur wydechowych.

To wszytko w temacie konstrukcji.

Reszta to obsługa i bajery – świeca żarowa ogrzewa puszeczkę, by odpalić kuchnię, iskrownik zapala paliwo przy uruchamianiu, czujnik temperatury informuje co się dzieje w palniku. Do tego elektronika odpowiadająca za diagnostykę, regulację temperatury, dozowanie paliwa, chłodzenie, pompę, zawór, uruchamianie, komunikację z użytkownikiem itd.

Serwis obejmuje kontrolę stanu maty szklanej w palniku, jej wymianę, ewentualnie wymianę świecy żarowej. Reszta w zasadzie się nie psuje. Albo Pan o tym nie wie. Więc na jachcie trzeba mieć zapasową matę, świecę, może do tego czujnik temperatury, pompę paliwową i jest się zabezpieczonym na 99,99% przypadków serwisu/awarii.

Po rozkręceniu okazało się ze cały palnik, mata, okolice są zalane paliwem i zafaflunione sadzą. Pan wszystko wyczyścił, osuszył. Po obejrzeniu maty stwierdził, że jest OK, w sumie trochę brudna od sadzy, ale to się wypali w czasie normalnej eksploatacji. Szkoda wymieniać w tym momencie. Następnie złożył kuchnie, uruchomił. I co – zadziała od razu. Chwilkę pochodziła, wypaliło się w niej co miało wypalić – no i pracuje jak należy. Ufffff.

Całość , ze szkoleniem, wyjaśnianiem czeladnikowi Sławkowi co i jak, trwało niecałą godzinę. Gdy zapytałem ile jestem winny – usłyszałem – pięćdziesiąt złotych. Gdyby nie droga do Szczecina – 300 PLN na paliwo plus 200 PLN na mandat to operacja nie była by zbyt kosztowna. Zakupiłem dodatkowo matę na zapas oraz dwa zestawy poboru paliwa, by zamontować właściwe rurki.

Firma MarcoMarine trafiła na moją listę ulubionych. Polecam serdecznie.

Po powrocie zamontowałem kuchnię, zrobiłem właściwą instalację paliwową. Od tej pory kuchnia działa bez zarzutu. A jesteśmy po dwóch rejsach (razem prawie cztery tygodnie) oraz eksploatacji w marinie. Piekarnik trochę dymił, bo on nie był oczyszczany, więc musiał się sam wypalić, ale teraz jest OK.

Po chwilach zwątpienia znowu jestem zadowolony z wyboru tej kuchni. Oczywiście jest trochę mała, ma tylko dwa palniki, uruchamia się dość wolno, jest wrażliwa na bardzo wyładowane akumulatory. Gdy napięcie na nich spadnie poniżej 11 V kuchnia nie odpali się. Ale to i tak jest ostatni dzwonek by uruchomić ładowanie akumulatorów, gdy nie chcemy ich zniszczyć.

Zalety tej kuchni przeważają: nie ma gazu (który jest niebezpieczny, a różnych krajach są różne rodzaje butli, zresztą gaz nie wszędzie jest dostępny), paliwem jest diesel (na jachcie zawsze dostępny), brak jest otwartego ognia, uruchamianie jest proste – kliknąć przycisk, ładnie wygląda (dla mnie), łatwo się czyści, nie zawilgaca wnętrza jachtu(wręcz je osusza wskutek wymuszonego obiegu powietrza), łatwo się reguluje temperaturę – pokrętło, jest zintegrowana z piekarnikiem, dobrze działa na przechyłach, zużywa bardzo mało paliwa, nie śmierdzi, nie kopci, wylatujące na burcie spaliny są chłodne – nie spalą odbijacza (jak na Elowyn wylot z Webasto).

Oczywiście dla wielu cena będzie zaporowa. Dlatego pewnie Pan z MarcoMarine powiedział, że ludzie kupują głównie same kuchenki, a takie wypasione wersje z piekarnikiem sprzedają maksymalnie 2-3 sztuki rocznie.

Jak na razie kuchnia działa, jest pod moją stałą obserwacją, będę meldował na bieżąco co i jak.

Fotek brak.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gotowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Jak będzie gotowe to się dowiesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *